menu

piątek, 9 sierpnia 2013

olej z wyciągami ziołowymi.



W dniu wczorajszym rozpakowałam mój prezent… to znaczy olej z wyciągami ziołowymi.
Od dobrych trzech lat, a może i dalej, walczę o włosy. Od zawsze miałam je grube i było ich naprawdę dużo. Niestety, nadszedł dzień, kiedy zaczęły wypadać. Oczywiście, do tej pory miewałam niejednokrotne okresy wzmożonego wypadania, wtedy jednak okazało się, że jest coś bardzo nie tak. Nie tylko włosy nie przestawały się sypać, ale wychodziło ich coraz więcej. Najwięcej włosów traciłam podczas mycia. Zaczęła się walka, bieganie po lekarzach. W zasadzie do tej pory nie mam zdiagnozowanej konkretnie przyczyny. I mam już dość ignorancji lekarzy i przepisywania tych samych preparatów osobom z podobnymi problemami. Dodam, że nie pomagają, nie na mnie przynajmniej. Włosy są nadal w stanie, rzekłabym, tragicznym. Jest ich niesamowicie mało i są cienkie. Czasem mam wrażenie, że to nie są moje prawdziwe włosy, bo przecież były kompletnie inne. Sama podejrzewam problemy z tarczycą oraz znaczny spadek wagi w trakcie wypadania.
Do tej pory przeczytałam setki wpisów na blogach, jeszcze więcej stron na forach w poszukiwaniu ratunku. Odhaczyłam chyba całą listę kwc pod katem polecanych specyfików. Na dzień dzisiejszy moje włosy nie sypią się jak szalone, aczkolwiek nadal wypadają. Bardziej martwi mnie jednak fakt, że nie chcą odrastać. Są przerzedzone, więc raz na jakiś czas oglądam dokładnie skalp na czubku głowy i niestety nie widzę rzadkiego wylęgu.
Do tej pory miałam dwukrotny wysyp baby hair, jednak nie na tyle znaczący, by wpłynął na gęstość włosów. Dlatego moim priorytetem jest stymulacja wzrostu włosa.

Jakiś czas temu, wertując kolejne strony internetowe, zebrałam potrzeby mi zestaw:
olej lniany, z orzecha włoskiego, korzeń pokrzywy oraz łopianu, kozieradkę, rozmaryn. Nasypałam sporą ilość do dużego słoja, po czym zalałam mniej więcej po 45% pozostałej objętości każdym olejem, resztę uzupełniłam oliwą. W zamierzeniu mieszanka ta miała czekać sobie ok. 3-4 tygodni, byłam jednak w trakcie zużywania Sesy, a teraz trafił w me ręce olej łopianowy. Jednak korzystając z luźniejszego dnia, zabrałam się za odfiltrowywanie mojej własnej mieszanki.
Ostatecznie olej wyszedł mętny, w sumie niepełne dwie butelki.
Mieszankę wzbogaciłam jeszcze o olej rycynowy, witaminę e, coby zakonserwować nieco oraz olejki eteryczne – imbirowy i pachtowy.
W planach miałam zakup oleju Khadi, kiedy wykończę łopian, ale chyba będzie musiał sobie poczekać ;) A raczej mam nadzieję, że nie będzie mi już potrzebny, choć nauczyłam się być w tej kwestii sceptyczna…

2 komentarze:

  1. Czekam w takim razie na dalszy ciąg wpisu i efektach stosowania takiej mikstury :) I oczywiście życzę powodzenia w walce o piękne włosy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cathy, przepraszam, że teraz odpisuje, ale nie zauważyłam komentarza :(
    Trochę to może potrwać, bo mam jeszcze olej łopianowy do wykończenia, a one na włosach zużywają mi się bardzo długo. Ale będę mieszała z indyjskimi ziołami i pod czepek, więc mam nadzieję, że szybciej zdenkuję.
    Choć opinia pewnie nie będzie zbyt obiektywna przy stosowaniu wielu specyfików, także od środka.

    OdpowiedzUsuń