menu

niedziela, 22 września 2013

aktualka.

Czyli krótko o postępach regeneracji dłoni, zużyciach, planach, zmianach.

~Jakiś czas temu opisałam ogólnikowo sytuację, jaka dotknęła skóry na moich dłoniach. Od tego momentu mam za sobą kilka peelingów korund + kwas AHA + skała wulkaniczna + olej. I jest zdecydowanie lepiej. W tygodniu wykonam ostatni o takim składzie, po czym dla podtrzymania efektu będę regularnie sięgać po korund z olejem. Dłonie oczywiście smaruję kilka razy dziennie; przede wszystkim ulubionymi kremami [głownie arnikowym Yves rocher i Kamill intensiv] oraz buską maską siarczkową. Obyło się bez serum.

~Zmieniłam nieco program odnośnie pielęgnacji, tj. mimo zużyć, kosmetyczne plany pozostają w zawieszeniu; postanowiłam najpierw wykorzystać wszelkie próbki saszetki, bo zalegają. Nie mam ich aż tak dużo, więc nie potrwa to zbyt długo, ale jest na tyle, by zwyczajnie zawadzały. Mam tylko nadzieję, że nie wyjdzie mi to na złe, bo nieco zapanowałam nad sytuacją z cerą.

~Z dniem wczorajszym pożegnałam żółtą glinkę, także wszystko zmierza ku dobremu, wykańczanie według planu sprawdza się najlepiej. Jestem też blisko dna peelingu enzymatycznego Apis, ale, żeby zachować równowagę, poczyniłam malutkie [naprawdę!] zamówienie. Ale więcej na ten temat skrobnę na tygodniu. Szykuje się post z nowościami w zbiorach, a tych, mimo wszystko, całkiem sporo, zważając na ban zakupowy c:

~Jak zużycia, to zużycia... więc wspomnę nieco o mojej miłości, czyli herbatach. Większość osób, która mnie zna, wie, jak bardzo je kocham. Wszelkie aromatyczne, smakowe napoje to mój swego rodzaju nałóg, a mojej kolekcji nie powstydziłaby się niewielka herbaciarnia. Niejednokrotnie, kiedy odwiedza mnie kuzynka i prosi o herbatę, stoi przed półką przez kilka minut, zastanawiając się, na którą się zdecydować.
Mam kilka ulubieńców, do których wracam, ale prawdziwą przyjemność sprawia mi poznawanie nowych smaków. Czasem otwieram kilka opakowań na raz i rozkoszuję się sześcioma, siedmioma różnymi smakami przez jakiś czas. Staram się jednak od jakiegoś czasu powstrzymywać, kupuję mniej i wypijam po kolei [tj otwieram ok trzy pudełka ;) ]
W tym tygodniu dno ujrzało kilka kartoników, więc zrobiłam mały porządek i znalazłam przy okazji kilka nierozpakowanych, zapomnianych herbat, które od razu wylądowały na samym przodzie szafki.  Znalazłam także kilka folii herbat parzonych, głownie owocowych. Aktualnie więc ciesze nimi moje podniebienie. Rozsmakowałam się w yerba mate oraz odświeżyłam nieco już zapomniany smak earl grey z dodatkiem chabru. I mam już kilka aukcji na all z listą herbat, które uzupełnią braki w szafce. Jesień zwyczajowo będzie niesamowicie przyjemną porą.

~Przypomniałam sobie, że przecież stosunkowo niedawno zakupiłam na kolorówce Ronasphere i jak dotąd leży nietknięte. Aż dziw bierze, prawda? Dlatego myślę, że szykują się testy. Na chwilę obecną myślę o dodaniu do niego mikrosfer silikonowych, może wzbogacę także pudrem perłowym BU, który solo na mojej skórze się kompletnie nie sprawdza. I zapewnię uwieńczę mieszaninę olejkiem z drzewa herbacianego. Bardzo spodobało mi się owe rozwiązanie. Muszę także dopisać na listę rzeczy do kupienia olejek z zielonej herbaty.
Pora więc zajrzeć w mineralne zbiory i poszukać komponentów, które wsypę do worka strunowego.

To chyba wszystko, co miałam do napisania. W tygodniu szykuje się kolejna recenzja azjatyckiego produktu, także zachęcam do zaglądania zainteresowanych.
Jutro wybieram się na maleńkie zakupy/łowy/poszukiwanie prezentu i będę bardzo, bardzo starała się ominąć sklep firmowy Organique, gdyż mam kilka pozycji na wish, a mam nadal niezłe zapasy kosmetyczne. A nawet jak jakaś siła mnie wciągnie do środka, zbiorę w sobie całą samokontrolę, by wyjść z kompletną zawartością portfela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz