menu

środa, 18 września 2013

Mniej znaczy więcej..?

Świeżaki w moich zasobach. Niby takie nic za grosze, a jak wiele mogą zmienić [a przynajmniej na to liczę].

Na początek krótkie przedstawienie niebieskiego pomocnika;
Cóż, uwielbiam glinki. Jednak to, co mnie nieraz irytuje, to zmycie ich. Przyznaję bez bicia, że najczęściej trzymam je na twarzy 20-30 min i jestem zbyt leniwa, by nie dopuścić do ich wyschnięcia. Początkowo pryskałam skórę wodą, ale teraz najczęściej zajmuję się czymś innym, czas mi upływa i wiadomo, jak wychodzi. Zawsze kładę dość grubą warstwę maski, tym samym glinka nie wysycha w całości i się nie kruszy, jednak kiedy przychodzi czas na zmywanie, bywa ciężko, nieprzyjemnie i brudno. Do zakupu gąbki szykowałam się dość długo czas, ale zawsze kończyło się to tylko na planowaniu. A to akurat nie było ich na stanie, a to zapominałam kompletnie, że miałam wrzucić do koszyka... Ostatecznie doszło do tego, że gąbeczkę nabyłam w nie swoim mieście ;) Ale jest i ułatwia sprawę niesamowicie.
Kiedy już ląduję nad umywalką, aby zmyć podeschnięte 'błotko', przychodzi czas na gwiazdę ostatniego sezonu. Najpierw dość mocno zwilżoną gąbkę przykładam do twarzy, by zmoczyć glinkę. Czekam chwilę, by zacząć ścierać delikatnie maskę ze skóry. Oczywiście co chwilę oczyszczam gąbeczkę. Dzięki niej czynność ta zajmuje mi o wiele mniej czasu, jest przyjemniejsza i nieporównywalnie mniej brodząca. Jestem jak najbardziej zadowolona i polecam zakup.


...i nadszedł czas na różowego pomocnika po lewo...
...który jest ze mną od wczoraj. A ma pomóc w oczyszczaniu i wykurzeniu wągrów.
Tak, świat byłby wspaniały, gdyby udało mi się pozbyć małych, czarnych okropieństw.  To im 'zawdzięczam' większość problemów z cera, tj dziury, przebarwienia, skórki. Bo dłubię. Nie umiem się powstrzymać. A próbowałam. Serio. I, niestety, mam świadomość, że nie uda mi się ich pozbyć raz na wasze. A że jestem posiadaczką cery mieszanej, komedogennie wrażliwej, to mam kłopot. I jeszcze większy, bo naczynka. Powoli szykuję się do kwasów, bo niestety, chyba tylko one pomagają utrzymywać dobry stan mojej cery. Przez okres letni musiałam je odstawić, filtrowałam się konsekwentnie i mam teraz cudowne skutki, które naprawiam kremami na trądzik... Regularne oczyszczanie niewiele pomaga w takim przypadku. Moja cera jest na tyle kapryśna, że wymaga ode mnie cięższego kalibru. Ale wiadomo, że kwasy nie przez cały rok, ba, nie przez zbyt długi okres czasu w ogóle + muszę skrupulatnie obserwować twarz pod kątem naczynek, więc trzeba szukać kompromisu. W zasadzie cały czas to robię. Próbowałam toniku nafta + olejek pichtowy, przyklejałam plasterki na nos, sięgałam po azjatyckie maseczki peel off na wągry, miałam także krótki incydent z OCM, pokładałam nadzieję w mydle węglowym, ale wysuszało mnie. Szukałam różnych receptur, pomysłów. Od jakiegoś czasu zaczęłam interesować się peelingującymi gąbeczkami, szczoteczkami do twarzy oraz tym silikonowym cudom. Ostatecznie przy ostatnich zakupach na ebayu zostało mi kilka dolarów i podjęłam spontaniczną decyzję. A co tam, nie zbankrutuję. Tym samym po krótkim czasie otrzymałam przesyłkę.
Na razie nie opracowałam sobie taktyki, jak i z czym będę używała przyrządu; zacznę prawdopodobnie co drugi dzień, potem spróbuję codziennie. Mam nadzieję, że zauważę choć minimalne efekty, ale oczywiście liczę na więcej.
Na chwilę obecną jestem zadowolona z zakupów i już rozglądam się za kolejnymi ciekawymi rozwiązaniami w oczyszczaniu twarzy. Planuję też włączyć do pielęgnacji regularne maseczki z kurkumy. Moja wersja - z miodem i cytryną; nastawiona głownie na rozjaśnianie przebarwień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz