menu

wtorek, 17 września 2013

something personal.


Czyli krótko o tym, jak wyglądają moje ostatnie dni.
Chora, zakatarzona, powiększone węzły chłonne, bolące gardło. 
Grube, ciepłe ubrania, gorąca herbata, większość doby pod kołdrą.
I pogoda za oknem, która mogłaby wpędzać w depresyjny nastrój, ale nie wpędza. 
Może trochę i może dlatego, że jestem chora, bo gdybym nie była, otworzyłabym okno, 
by móc zaciągnąć się zapachem ozonu i wsłuchiwać w uderzenia kropel o parapet.
Kocham deszcz, kocham jesienną, ponurą dla większości pogodę. Dobrze się czuję, 
kiedy jest zimno. Kiedy marznę. Nienawidzę upałów, odczuwam wtedy dyskomfort 
fizyczny, jak i zarówno psychiczny. W okresie letnim nie jestem bardziej pobudzona, 
nie mam więcej energii. Wręcz odwrotnie. Mogłabym przeleżeć całe wakacje.
Jesień i zima zawsze kojarzyły mi się bardzo pozytywnie. Chłód, ale ten przejemy, 
gorące, aromatyczne herbaty, świece zapachowe i olejki eteryczne, cytrusy, duuuużo
cytrusów, miękkie, wygodne swetry i bluzy, wełniane szaliki szczelnie owinięte wokół szyi.




Tymczasem mój soundtrack przewodni:

...oraz towarzysze:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz