menu

poniedziałek, 9 września 2013

Tonymoly appletox smooth massage peeling cream - moje wrażenia.

No i stało się. Dobiłam dna. Jabłka od Tony moly oczywiście. W zasadzie już jakiś czas temu, ale nie mogłam się zebrać do naskrobania tej minirecenzji. Choć i to zbyt wiele powiedziane; raczej luźne przemyślenia i odczucia po zużyciu jednego z azjatyckich kosmetyków, które zagościły w moich zbiorach.
 Zacznę może od tego, co widoczne dla oka. A więc w ręce wpada nam jabłko. Zielone. Całkiem realistyczne, uściślając. Jestem na tak. Moja znajoma także, żałując niezmiernie, że na naszym rynku nie występują tak urocze opakowania.
Kolejną, namacalną rzeczą jest zawartość, a jak! Biała, niezbyt gęsta, ale i nie za rzadka konsystencja, raczej sztuczny, ale miły zapach. Zdecydowanie nie z tych typowo chemicznych, nachalnych i nieprzyjemnych. Mi się podobał.
A teraz kwestia najważniejsza, czyli działanie. Wygładzie? Jest. Oczyszczenie? Jest. Nawilżenie? JEST! Czy Tonymoly podbił jednak moje serce? Chyba nie do końca... Nie twierdzę oczywiście,że to produkt zły, tym bardziej, że w zasadzie spełnił swoje zadanie. Co więc sprawiło, że mnie powalił mnie na kolana? Cóż... od jakiegoś czasu zmagam się z problemami z cerą i tym samym wariuje ona niesamowicie, a następstwem są okropne suche partie na twarzy.
I czasem udaje mi się nad nimi zapanować, czasem jednak nijak nie jestem w stanie ich ujarzmić. I, niestety dla jabłuszka, testy trafiły na gorszy dla mojej skóry okres. Po prostu produkt nie poradził sobie z najbardziej problematycznymi miejscami. Aczkolwiek resztę twarzy pozostawiał w stanie zadowalającym. Oczyszczoną, gładką, miękką, przy jednoczesnym nawilżeniu. Cenowo wypada również bardzo korzystnie; w okolicach 10$.
Podsumowując; produkt więcej niż poprawny, ale potrzebuję mimo wszystko czegoś mocniejszego. Czy wróżce do niego, nie jestem pewna, ale przede wszystkim idzie za tym fakt, iż na rynku azjatyckim produktów tego typu istnieje cała masa i skoro mam okazję próbować dalej, licząc, że trafię na mój ideał, kieruję się tym właśnie kryterium. Aczkolwiek nie twierdzę, że skreślam go zupełnie; możliwe, że zagości w mojej kosmetyczne, kiedy najdzie mnie kryzys pieniądza i nie będę mogła pozwolić sobie na droższy produkt, a będę w potrzebie. Ostatecznie produkt polecam jak najbardziej, jednak przede wszystkim osobom, których cera się świruje, a potrzebują łagodnego oczyszczenia do codziennej pielęgnacji, mając gwarancję, ze kosmetyk nie przesuszy skóry twarzy.

2 komentarze:

  1. Pierwszy raz widzę :) Bardzo ciekawy kosmetyk ;)


    W wolnej chwili zapraszam do mnie na news :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Gabusiek, ja z kosmetykami azjatyckimi mam już całkiem niezły staż, a zaczęłam oczywiście od bb kremów. Jednak ponad rok temu przerzuciłam się na minerały całkowicie, natomiast po pielęgnację sięgam chętnie. Oczywiście mam pozycje mniej lub bardziej udane, jednak w większości przypadków jestem zadowolona. Aczkolwiek kupuję raczej po zapoznaniu się choć z jedną opinią. Szkoda pieniędzy na nietrafione kosmetyki. Ale też nie ma co popadać w skrajność, bo i skórę każdy ma inną ;)

    OdpowiedzUsuń