menu

środa, 11 września 2013

Walka o skórę dłoni.



Sierpień nie był zbyt łaskawym miesiącem dla moich dłoni. Dlatego teraz ich kondycja woła o pomstę do nieba. Przypomniało mi to nieco sytuacje, kiedy to zimą doprowadziłam je do niezbyt przyjemnego stanu, nagminnie zapominając o rękawiczkach. Z trwogą i jednoczesnym zdeterminowaniem zaczęłam walkę o ich regenerację zakończoną sukcesem. Niestety, od kiedy pamiętam skóra moich dłoni jest niesamowicie sucha, a kremy niewiele pomagają. A teraz, kiedy niemal cały miesiąc poświęciłam na generalne porządki każdego kąta i usuwanie pozostałości po remoncie [kochany pył i kurz!], wyglądają strasznie. Wiem, że mogłam sięgnąć po rękawiczki lateksowe, ale strasznie tego nie lubię; przeszkadzają mi i odczuwam dyskomfort. Podejrzewam także, ze talk w nich zawarty wcale nie byłby sprzymierzeńcem skóry. Mam jednak w zanadrzu sposoby, które pomogły mi zimową porą. Kilka razy dziennie smarowanie kremem to zdecydowanie za mało. Dlatego wracam do regularnego peelingowania. Do tej pory robiłam własny, najprostszy peeling, tj korund + olej. Czasem sypnęłam solą kuchenną. Tym razem jednak posuwam się dalej, wzbogacając mieszankę pyłem ze skały wulkanicznej oraz kwasami AHA. Masaż, niezbyt mocny, ale i nie za delikatny przez kilka minut a potem sprawdzony krem. Pora także wrócić do buskiej maski siarczkowej. Mam także glicerynę, aloes i d-pantenol, więc czas pomyśleć o ukręceniu jakiegoś serum na dłonie. Myślę, że gruba warstwa maści z witaminą a na noc także się sprawdzi. Rozpoczynam walkę. Mam nadzieję, że już niedługo stan skóry ulegnie poprawie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz