menu

poniedziałek, 9 września 2013

01/09/2013

Zeszłej niedzieli zawitałam do ukochanego Krakowa. Najpierw kilka godzin poświęciłam na skromne zakupy w galerii Krakowskiej [kolekcja płyt się powiększa, ale jak powstrzymać potrzebę kupowania, kiedy empik oferuje Iron Maiden niemal za darmo! ], a popołudnie/wieczór spędziłam w klubie na najlepszym koncercie, na jakim było mi dane kiedykolwiek być! Co prawda Emilie Autumn odwiedziła nasz kraj kilkakrotnie, ale do tej pory nie miałam sposobności zawitać na jej show. I teraz wiem, jak wiele mnie ominęło.
To było... niesamowite. Nadal jestem pod wrażeniem, jak niesamowitą jest osobą. To, co zaprezentowała, to artyzm w czystej postaci. Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek planował przybyć na jej występ i nie dotarł z jakichkolwiek przyczyn, szczerze polecam.
Już od pierwszych minut byłam zachwycona. A z każdą kolejną uwielbienie rosło.
Było to dla mnie szczególne widowisko tym bardziej, iż Emilie jest jedną z nielicznych kobiet na mojej playliscie, a z jej twórczością obcuję dobrych klika lat [ok... pięć, sześć?]
Dla mnie jej koncerty to coś zdecydowanie więcej. To prawdziwy spektakl, sztuka.
Zresztą, trudno, aby było inaczej, kiedy nie skupia się ona jedynie na śpiewaniu, prezentując wachlarz talentów i pomysłów. Jest naprawdę wspaniałą kobietą. Rewelacyjny kontakt z fanami, różnorodność aranżacji, w zależności od tematyki piosenek. Oraz The bloody crumpets, które towarzyszyły jej praktycznie przez cały koncert. Ich solówki były magiczne. Bo na ilu koncertach macie okazję zobaczyć popis z płonącym hula hop? ;)
Jestem szalenie usatysfakcjonowana, zadowolona i ogólnie szczęśliwa, ze w tym roku udało mi się zorganizować wyjazd.
Poniżej kilka zdjęć zaczerpniętych z : http://toutepetitte.tumblr.com


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz