menu

piątek, 4 października 2013

Na początku tygodnia otrzymałam próbki podkładów Everyday minerals. Zdecydowałam się na pięć kolorów w formule semi matte, wrzuciłam także klasyczną, matową, sztuk dwie. Jak kiedyś wspomniałam, szukam produktu, który zapewni mi lekkie, satynowe wykończenie, efekt zdrowej, rozświetlonej cery, jednocześnie bez nachalnego blasku i widocznych drobin. Przy tym nie podkreślając porów i utrzymując sebum pod kontrolą.
Na dzień dzisiejszy jestem po jednym użyciu semi matte. Czy spełnił moje oczekiwania? Nie do końca... Owszem, po nałożeniu podkładu na twarz, uzyskałam ładnie rozpromienioną, wypoczętą cerę, z delikatną, subtelną poświatą, jednak po wyjściu z domu w niedługim czasie twarzy była po prostu przetłuszczona. W tej kwestii produkt mnie zawiódł. Ale ale! Nie skreślam go, o nie, wypróbuję rożne warianty, przy użyciu rożnych primerów, na rożne kremy. Poza tym jestem w trakcie zużywania próbek i kiedy sięgałam po EDM, twarz posmarowałam jakimś randomowym kremem. Mam też koncepcję, aby, na początek, zmieszać semi matte z formuła matową po połowie, potem ewentualnie manipulować proporcjami, aby zachować jeszcze owy efekt i jednocześnie utrzymać mat na dłużej. Dodam, że wersja matte bardzo mi służy; moja cera wygląda w niej bardzo dobrze i jest to jeden z moich sprawdzonych wariantów, kiedy nie mogę pozwolić sobie na eksperymenty.

1 komentarz:

  1. no szkoda ze sie komsetyk nei do konca sprawdził..również tak mam poniewaz wszystko co tak zachwalane czesto okazuje sie bublem :)

    OdpowiedzUsuń