menu

środa, 2 października 2013

Plany/zmiany/odbudowa włosów.

Coś o pielęgnacji...
Na chwilę obecną jestem w trakcie zużyć zalegających próbek/resztek. Idzie mi to raczej sprawnie, toteż czynię nowe postanowienia i ustalam program działania. Dobijam dna maski Queen Helene, mam też za sobą pierwsze użycie glinki marokańskiej. Także sukcesywnie smaruję twarz Tomatoxem Tony moly. Sięgam dwa razy dziennie po serum It's skin WH effector. Powoli kończę Skinfood platinum grape cell white essence. Odstawiłam filtr Neutrogeny Ultra sheer na rzecz Skin79 White reviving. Dlaczego? O tym napisze niebawem.
Na chwilę obecną, kiedy zużyję glinkę i maskę QH, zamierzam zaznajomić się z glinką błękitną, Multani mati oraz Zamian gold cacao. Zapewne nie wszystko na raz, więc trzeba się będzie zdecydować ;) Poza tym prawdopodobnie zrezygnuję z jednego glinkowania na rzecz częstszego używania Tomatoxa. Szybciej zużyję a i może efekt będzie lepszy. Maska ta jest niesamowicie wydajna i ciągle sporo mi do dna brakuje. Powoli kończę także peeling enzymatyczny Apis oraz krem pod oczy Mizon.
Planuję także wprowadzić do pielęgnacji Dual effect sleeping pack od Tony moly. Nie wiem jeszcze, jak zaplanować wieczorną pielęgnację z jego użyciem, ale mam trochę czasu, aby się zastanowić. Nie chcę jednak przesadzać z ilością kosmetyków, bo wieloetapowa pielęgnacja niekoniecznie służy mojej cerze. Aczkolwiek dwa, trzy kosmetyki na noc są optymalne i chyba to najlepsza ilość dla mnie.
I znowu głównie azjatycko. Muszę mieć jednak na uwadze, że niedługo sięgnę po kwasy, więc z pewnością plany ulegną redukcji.

Nieco o włosach...
Jakiś czas temu pisałam na blogu o nowej kuracji, które sobie ustaliłam. Miałam jednak obawy, jak to odbije się na stanie moich włosów, bo udało mi się zahamować wypadanie. Nie wiedziałam, jak organizm zareaguje na nowości, czy stan się nie pogorszy. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.
Wybrałam opakowanie Sufrinu, teraz sięgam po kolejne. Na dzień dzisiejszy planuję jeszcze co najmniej jedno. Rozważam włączenie krzemu, ale poczekam jeszcze. Może zastąpię nim drożdże. Skończyłam odżywkę Dr duda, zaczynam przygodę z Waxem. Staram się raz w tygodniu nakładać indyjskie zioła, które zaprezentowałam przy okazji posta o indyjskich zakupach kosmetycznych. Wciąż jeszcze mam olej łopianowy i nie mam pojęcia, kiedy uda mi się do zużyć.
Chcę porzucić szampony zapobiegające wypadaniu włosów, gdyż nie sadzę, by tak naprawdę miały na to jakiś wpływ, zważając na długość kontaktu ze skórą głowy. Planuję tylko sięgać po mydełko Sesa i pozostawiać je choćby na kilkanaście minut.
Szukam aktualnie jakiegoś delikatnego, naturalnego szamponu bez silnych detergentów, który nie obciąży moich wciąż cienkich włosów i nie oblepi włosów silikonami, ale i nie wysuszy przesadną ilością ekstraktów ziołowych. To też przyczyniło się do utraty włosów, kiedy to strasznie się plątały podczas mycia, a ja starałam się rozczesać palcami kołtun.
W niedzielę podcięłam włosy o jakiś 3-4cm. Przy mojej obecnej długości to wcale nie za wiele, na pewno więcej niż ścięcie samych końcówek. Jednak różnica jest dość odczuwalna, bo zyskały na objętości, a najdłuższe końce nie wiszą już smętnie [i samotnie...].
Wciąż doszukuję się nowych baby hair, mam już ich kilka warstw o rożnej długości, ale nadal nie odczuwam tego na objętości :( Dlatego planuję za jakiś czas ponowne pocięcie włosów, aby powoli pokrywały się z odrostem.
Na razie nie powinnam chyba narzekać, bo i tak sporo wygrałam w tej walce. Czekam ze zniecierpliwieniem na dzień, kiedy ilość moich włosów zauważalnie się zwiększy. Wiem, że to nierówna wojna i to nie takie proste odbudować to, co straciłam. Mam nadzieję, że zmiana endokrynologa nieco wyprowadzi mnie na prostą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz