menu

niedziela, 27 października 2013

Ulubione produkty nude do ust.

Możliwe, że już o tym wspominałam; wybierając kosmetyki do ust sięgam zazwyczaj po kosmetyki cieliste bądź zwykłe pielęgnacyjne pomadki. A najlepiej, kiedy szminka łączy w sobie zarówno właściwości nawilżające jak i nadaje delikatny odcień.
Rzadko kiedy robię ustępstwa i decyduję się na odcienie morelowe/brzoskwiniowe, koralowe bądź krwistą czerwień z przewagą pigmentów ciepłych.
[kiedyś zrobiłam mały eksperyment, wymalowałam usta na fuksję i wyglądałam... hmm, jak trup?  topielec? :D  STRASZNIE.]
Jako posiadaczka cery jasnej, ziemisto-oliwkowej, wyglądam fatalnie w pomadkach w tonacji chłodnej. Wybierając odcień nude idealny dla mojej cery, stawiam na czysty, cieplejszy beż, czasem przełamany delikatnym różem. Aczkolwiek pastelowe róże są nie dla mnie. W dodatku odcień musi być naprawdę jasny, by faktycznie współgrał z moją karnacją. Nieco ciemniejsze pomadki całkowicie tracą na moich ustach cieliste wykończenie, kolorystyka zaczyna wręcz podchodzić pod brązy. Szczerze mówiąc, znaleźć takie produkty jest niezwykle trudno. Jednak kiedy mi się uda trafić na, wydawałoby się, dobrą partię, najczęściej  wykończenie takiej szminki przywodzi na myśl suchy, ciężki korektor... Do tej pory w takich sytuacjach pomagałam sobie pomadkami pielęgnacyjnymi, ale nie każdy produkt chciał współpracować, a i na dłuższą metę bywało to męczące.
Jednak od jakiegoś czasu z powodzeniem stosuję kilka kosmetyków i myślę, że zostaną ze mną na dłużej.


Żelowa pomadka Inglot nr 47 jest idealnym dla mnie jasnym beżem. Wykończenie także zachwyca, nie ma tu mowy o suchej konsystencji czy zbyt mocnym pigmencie. Nadaje kolor w sposób naturalny. Poza tym uwielbiam jej opakowanie. Metalowe, solidne, minimalistyczne. Jeśli ktoś planuje zakup cielistej szminki w Inglocie, zdecydowanie polecam tę serię, uważam że będzie lepszym wyborem niż ich klasyczna pomadka.
Masło jaśminowe Korres o wykończeniu bardzo subtelnym, delikatnym. Jego odcień jest już nieco złamany różem, ale nadal mieści się w moich kategoriach. Jest zdecydowanie mniej widoczne na ustach niż produkt Inglota, ale za to świetnie pielęgnuję skórę ust. W dodatku jest niesamowicie wydajne. Używam go raczej regularnie, a ubytek w słoiczku mam niewielki.
Na niekorzyść przemawia opakowanie, już lekko dłuższe paznokcie utrudniają wydobycie kosmetyku, w dodatku taka forma jest mniej higieniczna. Miałam jednak wersję w tubce i różnica była dla mnie znacząca, więc ostatecznie wolę się troszkę pomęczyć ;) 
Odżywka do ust 'Efekt powiększenia' Avon czyli mój ostatni zakup. W to powiększenie oczywiście nie wierzę i kompletnie mi na tym nie zależy. Decydując się na jej zakup kierowałam się właśnie odcieniem. I byłam świadoma subtelnych drobin, więc miałam nieco obaw przed pomalowaniem nią ust jako fanka totalnego matu. Na szczęście niesłusznie, bo kiedy nałożę niewiele kosmetyku, wykończenie jest w normie. Oczywiście nie uświadczyłam takich właściwościowi pielęgnacyjnych jak w produkcie Korres, ale pomadka również nie przesusza i nie daje suchego wykończenia. Opakowanie oczywiście starannie wykonane, trwałe, eleganckie.

Produkty utrzymują się przez zadowalającą ilość czasu, choć bez poprawek się nie obędzie. 

Reasumując; ze wszystkich trzech produktów jestem zadowolona i po nie właśnie sięgam najczęściej. Wyglądają naturalnie, nadają lekki odcień, nie ma jednak mowy o efekcie podkładu na ustach. Na chwilę obecną poszukiwania uznaję za zakończone, gdyż jestem usatysfakcjonowana powyższymi kosmetykami.

5 komentarzy:

  1. Mam to samo masełko z Korres, ale u mnie koloru nie widać na ustach. Tuż po aplikacji produkt stapia się i zostawia niewidoczną powłoczkę. Co prawda mógłby być lepszy pod kątem pielęgnacyjnym, ale moje usta są bardzo wymagające. Mówisz, że balsam gorszy? bo akurat mam w planach dobranie się do niego i wrzucenie do torebki.
    Pomadki z serii Slim Inglota szalenie lubię, ale mam inne ulubione odcienie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hexxana - mi to masełko całkiem podeszło :) Nadaje moim ustom lekki kolor, bardzo delikatny, ale może dlatego coś widać, gdyż mam raczej jasne usta. Tubka nie koniecznie mi się podobała, masło zdecydowanie lepiej natłuszcza; tubka zawiera drobinki + nieco się brudzi, ale u mnie w torebce w przypadku tubek to nieuniknione. Ale może akurat u ciebie sprawdzi się lepiej.
    Wiadomo, każdy ma 'swoje' odcienie :) Ja w zasadzie niewiele takich posiadam, więc bywam trochę marudna przy wyborze. A w przypadku tej pomadki Inglota mam jedynie ten kolor, poza tym jeszcze posiadam tę typową szminkę - kolor jakby neonowa czerwień. Ale fakt, kosmetyk zdecydowanie udany.

    OdpowiedzUsuń
  3. ładna ta pomadka...podoba mi sie bardzo jej kolorek

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Też tak uważam :) I wyglądają naturalnie, pasują praktycznie na każdą okazję.

      Usuń