menu

piątek, 22 listopada 2013

Nowe produkty w pielęganji włosów.


Zapewne osoby odwiedzające mój blog natknęły się na posty, w których wspominałam o walce o włosy. Od ponad trzech lat trwa nieustanna bitwa o odbudowę i zahamowanie wypadania. W zasadzie utratę włosów udało mi się mniej więcej podtrzymać, niestety nie całkowicie, ale są to teraz naprawdę niewielkie ilości w porównaniu z tym, co było. Od mniej więcej roku zauważam także regularny przyrost baby hair, są to różne długości, kilka partii na chwilę obecną. A że włosy rosną mi naprawdę szybko, dziwi mnie jeden fakt: w ogóle nie odczuwam zwiększenia objętości włosów. W dodatku jako posiadaczka włosów grubych i gęstych z natury, nie mogę pojąć, czemu to, co odrasta jest tak cienkie i delikatne. Wiem, że takie problemy są poważne, a leczenie i choć częściowy powrót do pierwotnego stanu wymaga wiele czasu i cierpliwości, ale kiedy trwa to tak długo, czasem łapie totalna rezygnacja.

Przez okres leczenia stosowałam już wiele rożnych, kilkumiesięcznych kuracji. Z rożnym skutkiem.
Ostatecznie jednak postanowiłam pożegnać wszelkie szampony zapobiegające wypadaniu, bo wątpię, aby taki kosmetyk załatwił sprawę. Poza tym najczęściej mocno ziołowe specyfiki bardzo plątały i wysuszały mi włosy. Zdecydowałam się na zakup przypadkowego szamponu; w ręce wpadł mi Garnier. Natomiast w nowy plan pielęgnacyjny włączyłam wreszcie mydełko Sesa. Pianę trzymam średnio kilkanaście minut, po czym spłukuję i nakładam jakąś odżywkę na same końce. Jestem zaskoczona, że mydło potrafi tak przyjemnie nawilżyć włosy ;)
Zakupiłam także placentę, w której pokładam nadzieję na zwiększenie ilości baby hair. Jest chyba ostatnią deska ratunku, dalej nie bardzo wiem, po co jeszcze mogłabym sięgnąć...
Lada chwila skończę waxa; z przyjemnością wracam do drożdżowej maski Agafii.
Jakiś czas temu zakończyłam także drożdżową kurację od środka. Kilka dni temu wzięłam ostatnią tabletkę biotebalu i na to miejsce wybrałam krzem. Ponadto łykam cynk, sufrin oraz wapno, chociażby dlatego, że bardzo ładnie wzmocnił mi paznokcie.
Nadal liczę na poprawę, mam nadzieję, że te zmiany pobudzą organizm do regeneracji. Poza tym jestem szalenie zadowolona, że zdecydowałam się na dość radykalne ścięcie włosów. Wydaje się, że jest ich zdecydowanie więcej, nie plączą się, nie przeszkadzają, choć nadal nie są zbyt krótkie. Taka fryzura jest naprawdę wygodna.

2 komentarze:

  1. Fajnie jest świadomie wejść w pielęgnację włosów (czy każdej innej części naszego ciała). Ja jeszcze się tego uczę, zakupiłam oleje, szampon bez sls, jeszcze czaję się na jakąś fajną odżywkę/maskę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety zostałam poniekąd przymuszona... Tzn wcześniej traktowałam włosy strasznie; nie ma się czym chwalić ;) Ale znosiły wszystko dzielnie i były w o wiele lepszej kondycji. A potem, kiedy przerzuciłam się na o wiele bardziej naturalną pielęgnację + wróciłam całkowicie do swoich, zaczęły się problemy. Głównie na podłożu hormonalnym/stres/znaczny spadek wagi. Ale walczę, nadal wierze, że jakoś je odbuduję.
      W sumie to jakoś bardzo nie przykładam się do ogólnej pielęgnacji, po prostu stosuję to, co mogę pomóc przy wypadaniu i ponudzi do wzrostu. Zwracam jednak uwagę na produkty, które wybieram, aby nie obciążać już i tak niewielkiej ilości :( Ale muszę używać odżywek mocno nawilżających i do spłukiwania. I takie sprawdzają się u mnie najlepiej.

      Usuń