menu

czwartek, 14 listopada 2013

Paleta matów Glazel.

Tak, post miał być dobre kilka dni temu, jeszcze w zeszłym tygodniu, niestety jednak nie miałam dostępu do internetu i wyszło jak wyszło, za co przepraszam. 
Nie mniej jednak, zgodnie z zapowiedzią zapraszam do zapoznania się z moją wersją szóstki od Glazel. 
Posiadam jeszcze jedną i tak pokochałam ich cienie, że skomponowałam sobie ponownie.

Wybrałam kolory idealne na jesień, aczkolwiek nie tym się kierowałam w wyborze... Nie będę ukrywać, że starałam się nieco odwzorować świetną kolorystykę palety [moich ulubionych kolorów...] Darks Sleeka, na którą obraziłam się dożywotnio. Ja osobiście widzę ogromną różnicę w jakości, nie trudno się domyśleć, że na korzyść Glazel.

Odcienie, jakie skrywa moja paleta to kolejno:
S42 - średni, brudny róż. Rewelacyjna pigmentacja.
H8 - ciemna czerwień wchodząca w bordo. Pigmentacja jeszcze lepsza, niż wyżej wymienionego cienia.
H11 - śliwka, również cudownie napigmentowana.
317 - butelkowa zieleń, nieco słabsza pigmentacja niż w poprzednich cieniach.
H20 - chłodna, lekko szmaragdowa zieleń. Zdecydowanie perełka w całej palecie! Tak mocnego pigmentu nie miałam w żadnym cieniu. A kolor... wspaniały.
323 - najsłabszy cień z całej palety pod względem pigmentu, ale ja osobiście uważam to za zaletę, bo jest to cień idealny do cieniowania i łączenia z innymi odcieniami. Ogólnie bardzo, bardzo nie lubię brązów, ale ten jest naprawdę śliczny. Średniej tonacji, chłodny, przełamany szarością, cudownie się komponuje z resztą palety.

Cienie są dobrze zmielone, choć jak to w przypadku matów bywa, warto uważać na osypywanie, szczególnie przy takiej pigmentacji. Średnica jest naprawdę duża, cienie wystarczyłyby mi chyba na całe życie. Wszystkie kolory, prócz 323 są całkowicie matowe, ten jeden zawiera maleńkie drobinki, jednak całkowicie niewidoczne na skórze, nie ma mowy o perłowym wykończeniu. Sama paleta jest solidna, zamknięcie porządne, nie otwiera się samoistnie, ale też dostanie się da cieni nie stanowi większego problemu, więc raczej paznokci nie połamiemy ;) Tworzywo niestety nie jest całkiem odporne na zarysowania i widać na nim ślady palców, ale dla mnie to nie ma większego znaczenia.
Otrzymałam od Glazel cudowny grawer z moim nickiem ♥ Moje ego rośnie... Tym bardziej jestem zadowolona, że palety mi się nie mylą :)


Z palety, jak i kolorów jestem niesamowicie zadowolona. Z pewnością, gdybym potrzebowała więcej odcieni, wiedziałabym, gdzie się udać ;) Na razie jednak moja skromna kolekcja zdecydowanie mi wystarcza. W przyszłości planuję obfotografować mój drugi zestaw.

Dostałam także jako gratis niebieski pigment. Poprzednim razem firma także o mnie pomyślała ;)

Dodam także, że kontakt z firmą jest naprawdę dobry, konsultant chętnie odpowiada na wszelkie pytania, nie musiałam długo czekać na odpowiedzi.
Dodam, że mogli mieć mnie dość ze względu na masę pytań, ale widocznie pracują tak osoby baaardzo cierpliwe ;)

Oczywiście cienie polecam, nie tylko kolory, które sama wybrałam, bo poprzednia także spełnia moje oczkowania całkowicie, ale ponowny zakup mówi sam za siebie.

12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. potwierdzam, co prawda zielenie nie sa dla mnie ale ta śliwka <3 przepiekna jest :)

      Usuń
    2. Ja do zieleni nie byłam przekonana, dopóki nie zobaczyłam, jak fajnie komponuje się z ciemnobrązową tęczówką :) Aczkolwiek nadal sięgam jedynie po zimne, ciemniejsze odcienie.
      Hmm, śliwka. I tu kolejne dla mnie zaskoczenie, bo i fioletów nie lubię ;) Ale ten kolor ♥ Nie mogłam się oprzeć. I super wygląda w połączeniu z 323.
      Cóż, w moim przypadku to właśnie makijaż bywa swego rodzaju ozdobą, kolorowym akcentem :)

      Usuń
  2. sorki za błąd..klawiatura mi swiruje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie szkodzi :)
      Tak, bardzo ją lubię, zdecydowanie pozostanę firmie wierna. Przewiduję powiększanie zbiorów, ale zapewne bez szaleństw, bo nie lubię robić zapasów jak na wojnę :D

      Usuń
  3. Zielone cienie niestety nie dla mnie, ale pigmentacja cudowna. Mam 2 cienie z tej firmy i są mega. Zazdroszczę paletki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo a zdradzisz jakie zapachy YC Cię kuszą?? :D

      Usuń
    2. O tak, pigmentacja to ich ogromna zaleta. Nie ma co zazdrościć, trzeba stworzyć własną :D Ja jedynie robię sobie makijaże z zielenią takie, jak mam post niżej ;) Bez szaleństw :D

      Na pewno chcę apple & pine needle ♥, lemon lavender, sicilian lemon, może też coś typowo zimowego/korzennego.
      Intryguje mnie też midsummer's night, baby powder oraz garden sweet pea, ale wolałabym je najpierw powąchać, zanim kupię.
      W sumie to podoba mi się także salted caramel, ale wydaje mi się, że jak się go zapali, będzie strasznie duszący i mdły, przynajmniej dla mnie.

      Usuń
    3. Z tych, które wymieniłaś mam:
      *lemon lavender i midsummer's night - ich opisy znajdziesz u mnie na blogu w zakładce "czasoumilacze" ;) Ten drugi uwielbiam :))
      *sicilian lemon - czeka na recenzję, ale już teraz mogę powiedzieć, że pachnie jak cytrynowe oranżadki w proszku ( nie wiem czy kojarzysz o czym mówię, ale za dzieciaka pochłaniałam je hurtowo) :P

      Usuń
    4. Akurat lemon lavender i sicilian lemon wąchałam sobie w Organique :D Niestety midsummer's night nie było, ale skoro piszesz, że uwielbiasz, to tym bardziej chcę go. Mam wkład do kontaktu, bodajże bris, który pachnie jak przyjemne, męskie perfumy, może będzie podobny..?
      Wąchałam jeszcze jeden cytrynowy, ale tamten kompletnie mi się nie podobał, pachniał bardzo sztucznie, jak cytrynowe środki chemiczne.

      Usuń
    5. Midsummer's night uwielbiam i wiele osób go chwali, więc myślę, że warto wypróbować :D

      Usuń
    6. To go biorę z pewnością :D W sumie jak tak sobie przeglądałam świąteczne edycje, to z opisu spodobały mi się Snow in love i Christmas Eve. Trzeba będzie się zdecydować, bo lista się niebezpiecznie powiększa, a wszystkiego na raz mieć nie można ;)

      Usuń