menu

niedziela, 26 stycznia 2014

Miód dla włosów...


...dosłownie :) Jestem po paru takich seansach i na razie zachwyty, zachwyty i jeszcze raz zachwyty :)
Ale do rzeczy ;)

Chwilowo odstawiłam samorobny olejek z wyciągami ziołowymi na rzecz nowej mieszanki. Powodem, dla którego ją wykonałam było zalegające na półce od kilku miesięcy masło babassu. Postanowiłam stworzyć coś, do zadziała na skórę głowy oraz na długości włosów. Jakie więc jeszcze  składniki wybrałam i jak używam owej mieszanki w mojej pielęgnacji włosów?


Zdecydowałam się na następujące składniki:
olej z czarnuszki
olej avocado
olej sezamowy
masło babassu.

Wszystkie z nich, prócz masła, zaprezentowałam w ostatnim poście.

Mieszanka ta jednak nie jest stosowana przeze mnie samodzielnie. Od pewnego czasu systematycznie pracuję nad odcieniem włosów. Przy czym sięgam po metody naturalne. Dlatego postanowiłam skupić wszystko w całość.
Raz na jakiś czas traktuję włosy henną i kasją, robię płukanki z naparu rumiankowego, dodaję cytryny wszędzie, gdzie tylko mogę, a teraz wprowadziłam do pielęgnacji miód.



Postanowiłam wypróbować maseczkę, która zapewne znana jest wielu z Was :) W skrócie - miód, olej, cynamon oraz woda. Tak, woda będzie tu kluczowym składnikiem, bowiem bez jej dodatku miód nie rozwinie swoich rozjaśniających właściwości.
W podstawowym przepisie proponowana jest najzwyklejsza oliwa z oliwek, na jednak wprowadziłam drobne modyfikacje i zastąpiłam ją moją mieszanką. Poza tym do gotowej już papki, bezpośrednio przed nałożeniem jej na włosy dodaję kilka kropel olejku rozmarynowego oraz ekstraktu z drożdży. Potem wszystko rozprowadzam dokładnie na skalpie oraz długości włosów, owijam to folia i pod ręcznik. Na parę godzin. Zazwyczaj siedzę pozawijana ok 4-5 ;)
Hmm, i muszę przyznać, że mam wrażenie, jakoby odcień moich włosów się nieco ocieplił oraz rozjaśnił. Nie wiem ,czy to autosugestia, jednak kiedy porównuję kolor grzywki do brwi, jest ogromna różnica. A z farbami chemicznymi nie miałam do czynienia dobrych kilka lat ;)

Poza tym, co zaobserwowałam to cudowne odżywienie oraz nawilżenie włosów. Kiedy już uznam, że wystarczy mi owijania [ :D], spłukuję delikatnie mieszankę, po czym myję je dwukrotnie. Cóż, bardzo łatwo je obciążyć i muszę bardzo dokładnie zmywać oleje. I mimo, że często sięgam po szampony ziołowe, które potrafią wysuszać, po takim kompresie włosy są cudownie gładkie, lśniące  zregenerowane i co dla mnie najistotniejsze, odbite od skory głowy :) Jednak nie na tym kończę rozpieszczanie ich i myślę, że ten produkt ma znaczący wpływ na efekt końcowy. Co mam na myśli?

 Niedawno zaprezentowałam zakupiony z styczniu balsam tybetański Planeta organica. Na razie jestem oczarowana! Jest cudowny. Poczynając od formy opakowania, dla mnie najwygodniejszej podczas mycia [choć kończący się kosmetyk może irytować...], poprzez zapach, a na składzie i działaniu kończąc. Używanie tego produktu to dla mnie sama przyjemność. Myślę, że to nie moja ostatnia butelka :)
Ponadto zakupiłam w dniu wczorajszym odżywkę Garnier Ultra doux z rozmarynem i liściem oliwnym. Aktualnie mam na wykończeniu tę z masłem karite i avocado; jestem z niej naprawę zadowolona i jak początkowo myślałam, że jest zupełnie bez wad, tak niestety na dłuższą metę jednak obciążała moje włosy. Dlatego postawiłam na coś lżejszego, co nada się na co dzień, ale zadba też o podstawowe potrzeby włosów. Jeszcze nie miałam sposobności do wypróbowania jej. Dam znać, jak się spisuje.

Dodatkowo mały bonus, czyli jak się pisze moja pielęgnacja twarzy przez najbliższe tygodnie.

Próbki motywem przewodnim. Znowu mi się ich trochę uzbierało, a dlatego, że kończę niemal jednocześnie krem, który stosuję na noc i ten na dzień, postawiłam na ponowne zużywanie. Nie chcę robić zapasów, nie chcę chaosu wśród kosmetyków, mam pewien plan pielęgnacji, do którego realizowania dążę i staram się trzymać, nie kupując po drodze niczego innego, choć wiele próduktów kusi. Ale taki narzucony sobie plan i odrobina samozaparcia potrafią zdziałać cuda :) Niestety, czasem dobra pani w sklepie obdaruje jakimś gratisem ;)
Posiadam także miniaturę kremu rozjaśniającego Shiseido, jak tylko go wykończę, wracam do wybielającego sleeping packa Tonymoly ;)

To takie małe podsumowanie i ostatnia ulubiona pielęgnacja włosów :) Może macie jakieś sprawdzone sposoby na naturalne rozjaśnianie, którymi zechcenie się podzielić? :)

18 komentarzy:

  1. Hmmm, myślę, że taka mieszanka olejowa, jaką zafundowałaś swoim włosom, mnie również dobrze by zrobiła :) Zrezygnowałabym jednak z iodu i cynamonu, bo koloru nie chcę na razie zmieniać.
    Ja regularnie olejuję [ siedzę nawet teraz z olejami na głowie ;) ] i uwielbiam efekty, jakie to daje.
    Co do próbek, to ja mam ich całą szufladę i staram się ich używać w miarę możliwości, trochę daję znajomym, ale wciąż się chyba same między sobą rozmnażają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz spróbować :) Ja chętnie kupię kiedyś laurowy, ale na razie mam ponad butelkę z wyciągami, wiec trzeba zużyć to, co już jest :)
      W olejowaniu nie mam regularności. akurat niekoniecznie mi to służy, ale raz w tygodniu jest bardzo ok :) Moje włosy łatwo obciążyć i nawet zmywanie dwa, trzy razy nie pomaga.
      Mam tak samo! Ale robię co jakiś czas w ten sposób, że koncentruje się jedynie na próbkach i w ten sposób dość szybko znikają :) Teraz też wzięłam się za mineralne mini słoiczki, bo sporo tego mam a małe cholery miejsce zabierają :D Jak dobrze, że już przeszłam fazy testów... no, nie całkowicie. Lecą do mnie jeszcze trzy maleństwa z silknaturals.

      Usuń
    2. Muszę zapasy olejkowe uzupełnić, wtedy może spróbuję :)
      Ja olejuję co 2 dzień, czyli przed każdym myciem i taki sposób się najlepiej u mnie sprawdza, a włosy się cieszą :)
      Ja obecnie z próbkami mam taki system, że co trzeci dzień na noc używam kremu z próbki, bo mam taki cykl - krem z retinolem, krem z kwasami i zwykły nawilżacz, czyli coś próbkowego :)
      Mnie mierały jeszcze nie zainteresowały, chociaż wczoraj oglądnęłam film Essiebutton o mineralnym podkładzie Tarte Amazonian Clay coś tam i efekt swietny uzyskała nim na twarzy :)

      Usuń
    3. Nie wiem, czy używałaś Sesy, ale jeśli o gotowce chodzi i działanie [pohamowanie wypadania] byłam zachwycona! Ale bardziej mnie kręci własna wesoła twórczość :D
      U mnie niestety to za wiele, ale o to chodzi, by dobrać dla swoich włosów idealną częstotliwość, nic na siłę :)
      Ja wolę się rzucić na wszystko raz a dobrze, a potem zużywać to co mam pełnowymiarowego ;) Właśnie kończę kwasową Bielednę [już tęsknię...] i dlatego biorę się za próbki. Staram się też rozdawać po rodzinie zapasy, bo tylko przedłużam tym właściwą pielęgnację.

      Usuń
    4. Jeszcze nie miałam z Sesą przyjemności, ale mam ochotę na wersję egzotyczną :) Z gotowców kończę teraz świetny olejek Ikarowa wzmacniający do włosów, muszę o nim napisać.
      Własna twórczość też mi się czasem zdarza, ale z reguły nakłądam jeden olej.

      Usuń
    5. Ja chcę jeszcze Khadi na porost spróbować :) Ale dopiero, kiedy zużyję to, co mam.
      Oo, muszę nieco więcej o tym Ikarow poczytać. Kiedyś interesowałam się mocno ich olejkami do twarzy :)

      Usuń
  2. Super post! :) Na pewno skorzystam :D Znalazłam Twojego bloga na beautyblogs i dodaje do obserwowanych, bardzo mi się tu podoba :D Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Cieszę sie ,ze mogę komuś w jakiś sposób pomóc czy naprowadzić. Ja uwielbiam naturalną pielęgnację i tego typu posty czytam chyba najchętniej. Takie działania służą mi najbardziej.
      Wybiorę się do Ciebie :)

      Usuń
  3. Jestem ciekawa tej odżywki z Ganiera, też się kiedyś nad nią zastanawiałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opinie ma bardzo dobre, skład mi się podoba [choć te 'fajniejsze' rzeczy mogłyby być nieco wyżej :D ] i liczę, że mnie nie obciąży. Od takich produktów wymagam przede wszystkim zmiękczenia, wygadzania i nawilżenia. Na mocniejsze odżywienie i regenerację mam inne sposoby :)

      Usuń
  4. Ja tak dzis trochę nie na temat- pisałaś gdzieś, że sama sobie umieszałaś pudry/fluidy itd. W sumie nawet ten post jest rysem receptury- mogę zapytać z jakich stron korzystasz? Gdzie szukasz przepisów- które Ci się sprawdziły?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, w sumie to sama wymyślam :D Albo np mam próbkę jakiegoś cuda i staram się odwzorowywać skład, z tym, że opieram się na podanej informacji o proporcjach i stężeniach.
      Najczęściej wiec zaglądam na kolorowka.com, tam znajdziesz info o każdym komponencie [jakie ma działanie, max stężenie na całość itd.] No i możesz oczywiście kupić :D Wiele dziewczyn korzysta też z pomocy sklepu drogą mailową, kiedy mają jakiś fajny produkt i chciałyby zrobić same coś podobnego, a nie wiedzą, czego użyć i w jakich proporcjach.
      Ja już poznałam moją cerę na tyle, że wiem co jej służy, co matuje bez wysuszania, czym mogę wzbogacać, jakiego primera użyć pod dany podkład... Choć podkłady głownie kupuje, jedynie kolor tuninguję. Ale jak mam kilka nieudanych czy sporo próbek, to przysypuję do jednego pojemnika, pracuję nad kolorem, wzbogacam składnikami, by hulał i jest :D
      Ręczne mieszanie jest świetne! :)

      Usuń
  5. Pod mieszankę ziołową (henna, cassia, bhingraj wkładam miód), włosy są jasniejsze. Moje są też jaśniejsze bo mam sporo siwych :P, wystarczy trochę wyhodować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazwyczaj do farbowania henną dodaję miód :) Ale dziwi mnie przekonanie, że henna nie rozjaśnia, bo nie jest to możliwe, skoro po moim pierwszym razie z Khadi jasny brąz miała totalnie inny odcień, przede wszystkim jaśniejszy, większość osób widziała znaczącą różnicę.

      Usuń
  6. Świetną kurację olejową przygotowałaś swoim włosom! Podoba mi się ta mieszanka olejów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że włosy będą równie zachwycone na dłuższą metę :) Rozpieszczam je w przymusu od kilku lat ;)

      Usuń
  7. Ciekawy pomysł z tą papką na włosy. Podziwiam, że umiesz tak wytrwać i trzymać się jednej drogi w pielęgnacji. Ja jestem jak sroka, tu coś kusi, tu promocja i zapasy się rozrastają. Nie raz już chciałam być prostolinijna i iść wytyczonym torem, ale kończyło się to bardzo szybko.

    OdpowiedzUsuń