menu

poniedziałek, 10 lutego 2014

Kwasy; Bielenda professional lekki krem o potrójnym działaniu z kwasami AHA i PHA


Dziś przybywam z mini recenzją i nowym produktem z mojej obecnej pielęgnacji.

Mam wiele powodów, by uwielbiać okres jesienno-zimowy. Także tych pielęgnacyjnych. Bo to jedyny czas w roku, kiedy mogę śmiało i bez obaw włączyć kwasy.
Niestety, jestem posiadaczką cery zarówno mieszanej, łatwo ulegającej zanieczyszczeniom, jednocześnie naczynkowej. W moim przypadku kompromisy są niemal niemożliwe. Coś za coś.
I kiedy typowa, delikatna pielęgnacja na nic się nie zdaje, cera rewelacyjnie reaguje na działanie kwasów. Dlatego muszę równolegle wprowadzać intensywną profilaktykę na naczynka. Od środka i na zewnątrz.
Jesienią, przeszukując aukcje i oferty sklepów rozważałam wiele wariantów. I trafiłam na krem, który zainteresował mnie w roku poprzednim. Dlatego niemal od razu zdecydowałam się na zakup Bielendy z kwasami AHA i PHA.


Krem mieści się w białej, miękkiej tubce. Jak to w przypadku tego typu opakowań bywa, pod koniec miałam małe problemy z wydobyciem kosmetyku. Dodam, że nie należę do osób pastwiących się nad produktem żyletką ;)
Szata graficzna przywodzi na myśl typowe, gabinetowe kosmetyki.
Zakrętka solidna, do samego końca pozostała w jednym kawałku :D
Jeśli o konsystencję chodzi, krem nie jest ani zbyt gesty, ani za rzadki i mimo, że wydaje się faktycznie, jak producent sugeruje na opakowaniu, lekki, dość ciężko wsmarować go w skórę. Dlatego też wystarczy odrobina na całą twarz.
Ponadto kosmetyk jest niesamowicie wydajny. Stosowałam go parę miesięcy, w tej chwili nie pamiętam, ile dokładnie. Ale w trakcie jego zużywania, skończyłam dwa inne kremy. Dodam, że stosowałam go raz, dwa razy dziennie, z przewagą tego drugiego. Aha, watro zaznaczyć, że mimo, iż na opakowaniu zawarta jet informacja, że nadaje się do stosowania pod makijaż, ja tego nie robiłam. Krem pozostawia raczej tłusty film więc nie wydawało mi się zbyt dobrym pomysłem. Oczywiście w trakcie trwania kuracji dbałam o wysoką ochronę przeciwsłoneczną.
Działanie kremu określam bardzo pozytywnie. Jest po prostu świetny! Przede wszystkim podczas jego stosowania na cerze przestały pojawiać się niespodzianki [chyba że przed okresem - z tym nie wygram :( ]. Ponadto wągrów dopatruję się naprawdę niewielu, a przebarwienia są o wiele, wiele mniej widoczne [choć stosuje inne preparaty wybielające]. Nie zauważyłam też negatywnej reakcji naczyń krwionośnych. Poza tym moje mocno zanieczyszczane czoło w tej chwili jest już niemal gładkie ;) Mam też wrażenie, że mimo, iż nie mam prawie wcale zmarszczek [z racji wieku], to twarz stała się bardziej wygładzona.
Oczywiście daje sobie sprawę, że efekt ten nie musi sie utrzymywać zbyt długo po odstawieniu kosmetyku, dlatego wciąż staram się uważnie dobierać kosmetyki. Jednakże krem oczywiście bardzo polecam.

Korzystając w miarę możliwości ze sprzyjającej pory roku, wprowadziłam do pielęgnacji peeling z kwasem glikolowym Le' Maadr.

Na chwil obecną planuję trzytygodniową kurację; zobaczę, jak moja cera zareaguje.



Chciałam również przypomnieć o wyprzedaży kosmetycznej, dorzuciłam dwie pozycje ;)
http://ebonyluna.blogspot.com/2014/01/blogowa-wyprzedaz.html

10 komentarzy:

  1. Ja obecnie stosuję krem z kwasami Bandi i bardzo dobrze się sprawdza, ale ta Bielenda i mnie zainteresowałą, może następnym razem po nią sięgnę :) Co do pastwienia się żyletką, jak to ujęłaś, to ja zawsze rozcinam opakowania, ale nożyczkami ;) Za każdym razem dziwi mnie, ile w tych tubkach, mimo tego, że wyciśniętych na maksa, zostaje produktu. Ostatnio po rozcięciu kremu do twarzy używałam go jeszcze przez 5 dni :) Jestem zwolenniczką zużywania wszystkiego do najmniejszej kropelki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja brałam też i jego pod uwagę oraz Pharmaceris 10%. Ale ten zapadł mi w pamięci na długo i zdecydowałam się na niego :) Ale może i je kiedyś wypróbuję.
      Ja mam tak niestety, że jak używam czegoś dłuższy czas, zaczyna mnie nudzić, irytować i chcę się jak najszybciej pozbyć. Pod koniec to zazwyczaj już ląduje tyle na twarzy, ze starczyłoby na trzy porcje :D Lub ląduje na szyi i dekolcie. A ten krem, mimo, że dobrze działał, stosowałam długo ze względu na jego wydajność. Ale generalnie mam tak z wszystkim, więc jakbym się jeszcze maiła dobierać do środka, to bym chyba nie wyrobiła :p Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że marnuję w ten sposób często spore ilości kosmetyku, ale mam też takie zapasy, że i zależy mi na szybkim zużywanie, coby się wyrobić.
      No, chyba, że coś jest już takie naprawdę wow-wow!

      Usuń
  2. Szczerze mnie zainteresował i nawet nie wiedziałam, że Bielenda ma taki kosmetyk w swojej ofercie. Obecnie używam DUO i Pharmaceris z kwasem migdałowym, ale będę o nim pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja trafiłam kiedyś przeglądając all i kremy z kwasami :) Ale wtedy używałam już innych preparatów a i wiosna się rozpoczęła pełną parą; nie zdarzyłabym go zużyć ;)
      Mi Duo nie podszedł zupełnie. Nie tylko nie zadziałał, ale mocno podrażnił, wysuszył i uwrażliwił mi cerę. To nie było przyjemne zapoznanie. A Pharmacerisa brałam pod uwagę i myślę ,w kiedyś wreszcie się na niego skusze, tylko od razu wezmę 10% :) Choć może przełamię się i zacznę kręcić z półproduktów, nawet gotowe zestawy :D Nie mam na swoim koncie jeszcze żadnego samorobnego kremu ;)

      Usuń
  3. Ostatnio co raz częściej czytam o tej kuracji kwasami, ale ja jakoś się boję :P Chętnie pośledzę Twoje poczynania :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie nie ma nic lepszego, aby zdyscyplinować moją kapryśną cerę :) Jeśli chcesz wypróbować, zacznij od lżejszych :) Może migdał..? Fajne są też toniki kwasowe z Biochemii urody.

      Usuń
  4. nie znam tego kosmetyku..mam słaby dostep do bielendy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupowałam przez internet, ale w moim mieście jest trochę hurtowni kosmetycznych i myślę, że tam mogłabym dostać, aczkolwiek nie miałam czasu na szukanie ;) Jednak przy okazji zajrzę i rozwieję ewentualne wątpliwości :)

      Usuń
  5. Czyli polecasz? Kusi mnie zaczęcie takiej terapii kwasowej. Chyba, że masz inną propozycję na początek?

    Dla mnie na upartego nawet lato by nie było przeszkodą, bo i tak chodzę w filtrach, czapce... rozważam zakupienie ozdobnej parasolki, bo już kilka razy wyszłam z taką przeciwdeszczową. Tak, chyba mam nie równo pod sufitem, ale jakoś trzeba dbać o ten mój alabaster na gębie, sam się nie zrobi. A jak chwycę słońca to świnka Peggy ze mnie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej :)
      Na początek to chyba migdał będzie najlepszy czy acne derm :) Ja sama po kuracji glikolem zamierzam po przerwie wrócić do migdałowego serum z Biochemii urody.

      Ja Cię jak najbardziej rozumiem :D Sama zazwyczaj latam w swetrze lub chociaż koszuli z długim rękawem w lecie, coby się jak najmniej opalić ;) I w moim przypadku niestety niewiele trzeba, by zaraz mocno chwycić opaleniznę, bo mam z natury ciemną karnację z predyspozycją do szybkiego łapania promieni słonecznych. Od razu złotawą... A marzy mi się taka śliczna, mlecznobiała.

      Usuń