menu

poniedziałek, 17 marca 2014

Moje nowe maskary; Gosh i MNY.



Pielęgnacja to taka moja 'mała' obsesja. Pułki nie raz uginają się pod ogromem słoiczków i butelek. Jeśli jednak o kolorówkę chodzi, zawsze staram się trzymać tylko to, co naprawę jest mi potrzebne i po co faktycznie sięgam. Wyjątkiem są minerały oraz tusze do rzęs. Tych mi nigdy nie brakowało i mogę przybierać do woli. Mam kilka ulubieńców, ale to taki rodzaj produktu, który szalenie wielbię testować i szukać jeszcze lepszych.Po nieudanym powrocie do Masterpiece MF, w ostatnim czasie zakupiłam trzy kolejne opakowania.


Illegal length Maybelline


Nie jest to moje pierwsze opakowanie.
Mimo wszystko preferuję szczoteczki klasyczne, choć tak trudno dostać mi maskarę, której efekt mnie zadowoli, dlatego wciąż po moich zbiorach przewija się więcej silikonowych. W tym tuszu znajduje jednak to wszystko, czego najbardziej potrzebuję. Niesamowite wydłużenie bez zbyt mocnego pogrubienia, co jest w cenie, kiedy nakładam kolejne warstwy - nie ma mowy o owadzich nóżkach :) Moje rzęsy naprawdę się z tym kosmetykiem dogaduję. Nie bez powodu więc właśnie Maybelline oraz Max factor to moje ulubione marki, jeśli o maskary chodzi.







Catchy eyes Gosh


 Mój pierwszy tusz z oferty Gosha. Wiele dziewczyn było z niego zadowolonych, a szczoteczka zbliżona kształtem do Clump defy oraz Studio lash, które jako jedne z nielicznych radzą sobie z podkręceniem i otrzymaniem tego efektu na moich praktycznie prostych, lecz długich rzęsach. Dlatego z przyjemnością wrzuciłam kosmetyk do koszyka. Ponadto tego tupu szczoteczka bardzo ładnie rozdziela rzęsy i na jej rzecz mogę zrobić ustępstwo od klasycznych.










One by one Maybelline


Ostatnia już i kolejna maskara z silikonową szczoteczką.
Do jej zakupu zachęciły mnie zdjęcia efektu, jaki można uzyskać i powiem szczerze, że ciesze się, iż zdradziłam swoje przekonania. Od jakiegoś czasu sięgam głównie po ten tusz i jestem z niego szczerze zadowolona. Nawet nieźle radzi sobie z utrzymaniem podkręcenia zalotką, podczas gdy inne produkty w zasadzie ponownie rozprostowują mi rzęsy. Poza tym nawet świeży, mokry nie powoduje straszliwego sklejenia.
Ogólnie ta firma to nie moja bajka, ale po ich maskary sięgam z prawdziwą przyjemnością. Po prostu to kolejny udany produkt do rzęs od MNY.









Nadal na mojej liście widnieje False lash wings. Od jakiegoś czasu oswajam także Make up factory Full intense mascara, który to upiłam kilka miesięcy temu i czekałam, aż przyschnie na tyle, by dało się go używać ;)

13 komentarzy:

  1. Illegal lenth po twoim opisie mnie chyba najbardziej zaciekawił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opinie są powiedzione, jednak ja jestem zdecydowanie nim zachwycona. Podobnie jak lash stiletto, dają w zasadzie zbliżony efekt, szczoteczki też się nie różnią bardzo.

      Usuń
  2. Nie miałam żadnej z powyższych. Ja na razie odpoczywam od maskar, bo zaczęłam przedłużać rzęsy i bardzo mi się to podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie przedłużanie kusiło, aż doszłam do wniosku, że szkoda mi na to moich naturalnych rzęs ;) Zresztą, kiedy je maluję, często pytają mnie, czy przedłużam. Mam z nimi trochę zabawy, bo są długie, ale i proste + mam głęboko osadzone oczy, więc nie trudno się domyśleć, jak się muszę nagimnastykować, ale efekt wart zachodu i dobrze dobranego tuszu :)

      Usuń
  3. Ja cały czas ślinie sie do gosha : p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie testy przede mną, bo z powodzeniem używam ObO.

      Usuń
  4. Znam tylko One by One i niestety nie byłam z niego zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie spełnia oczekiwania, ale może to też za sprawą naturalnych rzęs, bo tusz musi być naprawę kiepski, bym spisała go na straty. Choć ciężko dorwać mi na byle dobry, by podkręcił i utrzymał efekt ;) coś za coś. Zazwyczaj kończę z upapranym dookoła maskarą okiem i potem muszę doprowadzić się do porządku, zanim dokończę makijaż :D

      Usuń
  5. Gosha nie miałam ale te dwie MNY jakos nie przypadły mi do gustu, jednak dawno temu byłam fanka tylko i wyłacznie tuszy MNY ale przy codziennym uzywaniu wysychały w 2 góra trzy tygodnie ://

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi na szczęście nie wysychają zbyt szybko :) Ja od dłuższego czasu kupuję głownie MNY i Max factora, Sprawdzają się u mnie najlepiej :) Czasem robię ustepstwa, kiedy chcę jaką maskarę wypróbować. No i od lat staram się kupić wonder lash Oriflame, ale zawsze wpadnie coś innego :D

      Usuń
  6. Illegal length miałam, ale nie pasowała mi. Klasyczna One by one też nie dla moich rzęs, ale bardzo lubię i wracam jak mogę do One by one Satin Black.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po raz pierwszy mam OnO. Myślę, ze kolejnym moim tuszem MNY będzie Colossal z tym, że w wersji smoky eyes. Podstawową miałam dwukrotnie i miło wspominam. Na razie jednak nie planuję zakupu, bo dorwałam wreszcie lash wingsa; czuję się otoczona przez maskary! :D

      Usuń