menu

niedziela, 27 kwietnia 2014

Moja aktualna pielęgnacja cery.



Dziś postanowiłam nieco przybliżyć produkty do twarzy, po które sięgam od dłuższego czasu.
Na tyle się one sprawdzają na mojej cerze, że nie wprowadzam radykalnych zmian w programie pielęgnacyjnym od dawna.


Pierwszy zestaw, czyli kosmetyki, które wybrałam na dzień. Minimalizm, jak widać. Filtr Ziaji zapewnia mi wystarczające nawilżenie, więc pod nim ląduje jedynie 3 second starter Holika holika. Ta ogromna butla towarzyszy mi od kilku miesięcy! :D Jeszcze tylko krem pod oczy i tyle.
Zestaw nocny jest zdecydowanie bardziej rozbudowany.
Na pierwszy ogień idzie tonik hialuronowy Hadalabo zmieszany z pudrową witaminą c na dłoni :) Po chwili sięgam po krem wodny I'ts skin LI Effector. Kiedy się wchłonie, nakładam krem rozjaśniający Shiseido [niedługo zastąpiony wybielającym Sleeping packiem Tonymoly, następnie papajową Orientaną] I standardowo, krem pod oczy.
Od dłuższego czasu moja skora jest dostatecznie nawodniona, zapomniałam, co to suche skórki, nie występuję także zapychanie i ogólne podrażnienie. Pominęłam tu maseczki, peelingi i tym podobne zabiegi pielęgnacyjne; po prosu moi codzienni towarzysze.Ku mojemu zdziwieniu - głownie azjatycko. Powoli jednak kosmetyki te zastępuję innymi. Ostatnimi czasy sporo u mnie dermokosmetyków, które przy najbliższej okazji pokarzę :)
Jak wspomniałam, powyższe produkty bardzo dobrze wpisały się w potrzeby mojej skóry, może więc kogoś zainspirują.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Nowości w kolorówce.

Zgodnie z tym, co obiecałam, dziś ostatnia już odsłona marcowych zakupów. Tym razem kolorówka.
Nie są to u mnie zbyt częste wybory, albowiem maluje się stosunkowo rzadko i nie widzę sensu kupowania miliarda kosmetyków, bo kolor/firma/opakowanie, a oczywistym jest fakt, iż nie zużyję nawet 1/4. Na próżno szukać u mnie kilkudziesięciu palet, z czego kilkanaście jest w identycznej kolorystyce; jeszcze wieszczej ilości mazideł do ust. Staram się trzymać tylko to, po co faktycznie sięgam. Moim faktycznym szaleństwem są pędzle, ale to inwestycja warta rozwijania c:
Nie mniej jednak, podsumowując owe zakupy, byłam z minimalnym szoku uzmysławiając sobie, że nabyłam aż trzy nowe róże! :D Dodam jednak, że poprzednich się pozbyłam...

Na pierwszy ogień idą dwa najbardziej oczekiwane kosmetyki. Kultowy już puder NARSa Light reflecting setting powder w wersji sypkiej oraz róż Illamasqua w kolorze Katie.
Zarówno z jedną, jak i drugą marką nie maiłam do tej pory styczności. Jeśli o puder chodzi, jeszcze go nie testowałam [serio!], natomiast Illamasqua to przyjemny, jasny i całkowicie matowy chłodny róż. Coś co cenię najbardziej. Nie mniej jednak ostrzę pazury także na Nymph, ale to z pewnością nie w najbliższej przyszłości ;)

I kolejne róże...
Artdeco [kolekcja Color mania, nr 70] wpadł w me ręce kompletnie przypadkowo i był zupełnie nieplanowanym nabytkiem. Aczkolwiek wściekły róż całkiem trafia w moje gusta, jednakże, iż blada ze mnie istota, muszę aplikować go ostrożnie. Natomiast od dłuższego czasu prowadziłam gorące poszukiwania kosmetyku w odcieniu lawendy/lilii. Moją uwagę od razu przykuł produkt Etude house w odcieniu Blueberry pie [nie byłam w stanie oddać koloru, niestety :c ]. Obawiałam się, że będzie zbyt fioletowy, ale świetnie stapia się z cerą i jak najbardziej można uzyskać min całkiem naturalny efekt.

To tyle, jeśli chodzi o kolorówkę zarówno marcową, jak i z ostatnich miesięcy.W chwili obecnej rozważam jeszcze zakup wodoodpornego eyelinera Make up atelier oraz produktu do brwi. wcześniej pewniakiem była słynna Aqua brow, teraz jednak mocno zastanawiam się nad nabyciem Brwi w butelce. Czuję, że to właśnie ta druga pozycja da mi dokładnie to, czego faktycznie szukam.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Nowe pędzle; Maestro.


Dziś przybywam z nową trójką w moich szeregach; zgodnie z tym, o czym niedawno wspomniałam.
W moim przypadku pędzli nigdy dość i to moje małe, ale poważne uzależnienie ;)
Jakiś czas temu wymieniłam niemal cała swoją kolekcję i obiecałam sobie tym samym, że koniec z kupowaniem kolejnych. a niedługo potem kolekcja powiększyła się o siedem nowych :D I wyznając wszystkie grzechy, nie mogę przemilczeć faktu, że lecą do mnie dwa następne i już ostrzę zęby na Zoevę :D Jednak mam już wybrany konkretny model i tym razem mam nadzieję, że na nim zakończę szaleństwo.
Na swoja obronę dodam jeszcze, że większość zbędnych sztuk posyłam dalej ;)

W mojej kolekcji na próżno było się poparzyć dużej ilości Maestro. Tym razem jednak nadeszła pora na wymianę pędzla do pudru i tym samym namiętnie wertowałam kolejne strony, aby wybrać taki, który najpewniej mnie zadowoli.
Jestem fanką puchaczy, padło więc na Maestro ze Złotej kolekcji. Ostatecznym przekonał mnie krótszy niż u większości modeli trzonek. Maluję się przy niewielkim kosmetycznym lusterku, także jest to niemiernie ważne, aby zbyt długa rączka nie utrudniała pracy.
Zadowolona wybrałam sobie sklep i jak to zazwyczaj bywa, z ogromna ciekawością zapoznałam się z reszta asortymentu. Wzrok na dłużej zatrzymał się na Modelage, także ze złotej kolekcji. Zdecydowanie na zbyt długo, o czym się potem przekonałam. Ten kształt, ten profil! Ideał do konturowania. I podobnie - nie za długi trzonek. Jak ot w życiu bywa, palec żyjący własnym życiem zjechał sobie na LPM i 'dodałosiędokoszyka'. A potem doznałam objawienia - przydałaby się nówka sztuka do różu!
Nie należę do fanek skośnie ściętego włosia, dlatego takież ominęłam w pierwszej kolejności. Natomiast klasyczny 150 otrzymał moją aprobację. Rozmiar 20, bo lubię mniejsze i bardziej precyzyjne. Jednakże nie, nie jest zbyt malutki! Jest idealny do moich potrzeb :)

Reasumując; zakupy bardzo udane, wszystkie pędzle trafiły idealnie w moje gusta. Tym razem do wszystkich zapałałam miłością od pierwszego wejrzenia i ta trwa w najlepsze.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Matujący krem do twarzy SPF 50 Ziaja med.


Dziś przybywam z recenzją kremu z filtrem do twarzy Ziaja med.
Używam go już na tyle długo, by wyrobić sobie o nim zdanie. Jakie wywarł na mnie wrażenie? Zapraszam do lektury, aby poznać moją subiektywną opinię :)


Zacznę od opakowania. Jest to tubka, czyli typ, jaki osobiście preferuję, ale jaki jednoczenie utrudnia wydobycie kosmetyku do koñca. Szata graficzna typowa dla Ziaji aptecznej i tym samym przywodząca na myśl dermokosmetyki.
Konsystencja kremu nie jest ani zbyt rzadka ani za gęsta, mi odpowiada. Kosmetyk z pewnością nie wchłania się do matu.
Kolor jest lekko żółtawy/beżowy i co najważniejsze, Ziaja matująca nie bieli!O to nie trudno w przypadku tak wysokiej ochrony ;)
Jak wspomniałam, Ziaja pozostawia na skórze film. W moim odczuciu jest to lepka warstwa. Jednak nie ma nic wspólnego z tłustością typową dla filtrów dostępnych na naszym rynku. U mnie działa nieco jak klej ;) Jednak ja zrobiłam z tego niezły użytek, ale o tym za chwilę.
Co do działania; cóż, mocnego matowienia nie uświadczyłam, wspomnę jednak, że Ziaję stosuję pod makijaż mineralny. I przy odpowiednim traktowaniu i rozgryzieniu tego filtra jestem wprost zachwycona! Ale po kolei:
początkowo nie umiałam w żadnej sposób znaleźć kompromisu, nie dawałam rady kremu rozpracować, nie chciał dać się zdominować i w efekcie niesamowicie psioczyłam. Wypróbowanym wiele wariantów i niemal za każdym razem kończyło się ogromnym rozczarowaniem. Trudno, myślałam, majątku mnie ta przygoda nie kosztowała. Ale, że niczego w zapasie nie miałam, postanowiłam zrobił ostateczne podejście i albo spisać Ziaję na straty albo ostatecznie ją poskromić i stać się górą. I nagle na moje drodze pojawił się niesamowity fotoszop w proszku - puder diamentowy z Biochemii urody! Ten duet to prawdziwy skarb dla moje cery! Tak więc traktując twarz przepisówką filtra i słuszną ilością cudownego pyłu w celu porządnego zmatowienia [osuszenia/zniwelowania lepkości] otrzymałam istny cud i jednocześnie rewelacyjną bazę pod minerałka. Ta kleistosc po prostu spowodowała, zarówno primer jak i podkład pięknie przyległ do cery, jednocześnie otrzymałam niesamowite wygadzanie porów i nierówności skóry, mocne przedłużenie makijażu, dzięki czemu twarz pozostaje z stanie nienaruszonym praktycznie do demakijażu - nie ma mowy o przetłuszczeniu, nie ma mowy o zważeniu czy nieestetycznych plamach! Aż dziw bierze, bo cerę mam mieszaną, lubię zabłysnąć; te sprawy. A tu, proszę Państwa, cera jak ideał! Nawet niewdzięcznik Lauresa trzyma się pięknie, na ciastoli.
Wypróbowałam także mojego asa w rękawie na filtry-smalce - puder ryżowy. I w tym przypadku odczucia podobne :) Na plus.
Niestety, z pudrem EDM na bazie bambusa pięknie już nie było, ale ogólnie bambusowe cerze mej nie służą. Solo, czy z filtrem...
Ostatecznie więc po rozgryzieniu Ziaji i dogadaniu się z nią stwierdzam, że to naprawę porządny, wart uwagi filtr za świetną cenę. Zamierzam jeszcze wypróbować nowość - krem z witaminą c.
Nie sądzę, że Ziaja matująca sprawdzi się u mnie w lecie, podczas upałów, ale na obecną porę roku jest bardzo dobra.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Marcowe nowości.

Wiele sklepów internetowych zorganizowało w tym roku parę ciekawych promocji z okazji Dnia kobiet. A to rabat, a to darmowa wysyłka... Mimo, że na niedobór kosmetyków nie narzekam, postanowiłam skusić się na kilka drobiazgów.

Jako, że formuła podkładów Ery minerals dogaduje się z moją cerą bardzo dobrze, zdecydowałam się poszerzyć zbiory o kolejne dwa słoiki. Zakup uważam za najlepszy deal marca, gdyż oba opakowania kosztowały mnie tyle, co jedno. To ja rozumiem! :)

Moje pierwsze produkty od Make me bio. Dwa delikatne peelingi, czyli coś, co moja skóra wprost uwielbia. Opakowania są tak urocze, że aż żal otwierać. Zdecydowanie cieszą oko.

Dwa pierwsze produkty dorwane stacjonarnie oraz eko lakier do włosów. Balsam Tołpy i micelar Garniera, o którym ostatnimi czasy jest dość głośno. Zobaczymy, jak się sprawdzi; na dzień dzisiejszy moim ulubieńcem został L'oreal.

Krem-maska z papai Orientany to produkt, do którego zakupu przymierzałam się dobrze ponad rok. Jednak na przekór planom zawsze miałam produkty na noc i odkładałam kupno na dalsze miesiące. Jednak zdeterminowana i ciekawa trzymałam się dzielnie, ignorując wszelkie okazje i wreszcie nabyłam swój własny egzemplarz. Krem rozświetlający The body shop zamierzam stosować bliżej lata na filtr Senka [ah, ta lekkość!]. Liczę na subtelną satynę :)

Na koniec dwa ciekawe produkty - mydła do ciała i włosów Agafii w wersji cedrowej oraz miodowej. Bardzo lubię rosyjskie kosmetyki i z większości byłam szczerze zadowolona. Mam nadzieję, że i tym razem się nie zawiodę :)

To tyle, jeśli chodzi o minerały i pielęgnację marcową. Aczkolwiek w najbliższych postach pojawi się jeszcze trochę kolorówki oraz kolejne już pędzle...