menu

czwartek, 17 grudnia 2015

Zdobycze z black friday.

Dawno tu nie zagladalam, wiem. Black friday tez juz minal jakis czas temu. Ale ciezko znalezc chwile dla siebie.
Wreszcie jednak zasiadlam z tabletem w dloni i przybywam z postem.
Dzis temat luzny, przyjemny [dla mnie z pewnoscia]

Do zakupow na black friday podeszlam rozsadnie, bez szalenstw. W zasadzie nie kupilam niczego, co nie znalazlo sie na mojej wish liscie.

Conversy mono na platformie, bluza adidas originals mystic moon z najnowszej kolekcji, sportowe topy z przeszyciami, do ktorych mam slabosc. standardowo kosmetyki. Jestem zadowolona, oczywiscie. Teraz trzeba troszke zaoszczedzic, bo dwie paczki poszly do pl w ostatnim czasie. I boxing day przede mna.

poniedziałek, 14 września 2015

Nie wszystko, co drogie, jest niezawodne, czyli o nieudanych spotkaniach.

Witam po kilku miesiącach nieobecności ;)
Braki w notkach mam przerażające, ale szczerze, wpadłam w rutynę pracy i dorosłego życia, a brak jakiegokolwiek komputera i możliwość dodawania postów jedynie w wersji mobilnej zniechęca mnie jeszcze bardziej, ale, że poszczescilo mi się nieco dłuższą przerwą od pracy pojawiam się, coby przypomnieć o moim istnieniu.

Dziś nie będzie zachwytów, kosmetycznych odkryć, notka w tonie raczej negatywnym.



Mam naprawdę duży problem ze znalezieniem eyelinera idealnego, a że lubię czasem zaakcentować oko, to i poszukiwań nie zaprzestaje. Tym samym, ktoregos dnia mojego życia zdecydowalam się przygarnac mazidlo od urban decay. 24/7 dokladniej, ah, jakże obiecująca nazwa.  I na tym koniec. W zasadzie nic dobrego o nim napisać nie mogę, jedyną zaletą jest cienki pędzelek - taki, jakie lubię najbardziej. Cała reszta? Nieporozumienie... 

Po pierwsze; trwałość. Tu być może zaskoczę, ale byl aż nad to trwały. Na tyle, ze demakijaż stał się nieprzyjemna koniecznością, a pozbycie się 'dowodu' wymagało gimnastyki. I cierpliwości. I czasu. A tego mi brak. Nie, dziekuje.

Po drugie; opakowanie. Tak, pędzelek to ta dobra jego strona, najmocniejszy punkt. Notomiast bardzo czesto podczas otwierania zatyczka [ta, która zgarnia nadmiar kosmetyku, przysiegam, nie wiem jak to opisać, wiecie o co mi chodzi?] wychodziła wraz z zakrętką. Tak być przecież nie może, o nie. Poza tym, po pewnym czasie, co widać zresztą na zdjęciu, plastik zwyczajnie się nadlamał po jednej stronie; sic! A nie robilam z opakowaniem nic nadzwyczajnego, nic, czego nie robi przeciętna dziewczyna chcąca umalować sie eyelinerem.

Po trzecie; konsystencja. Juz od początku miałam z owym kosmetykiem problem. Byl dość gesty, a mimo to zostawial masę przeswitow! Cos niedopuszczalnego, szczególnie przy braku czasu na zabawę przed lusterkiem. Kolejna sprawa; jest to mój pierwszy eyeliner który wysech tak szybko! I, oczywiscie, stało się to wszystko, zanim opakowanie zostało kontuzjowane. 

Po czwarte; wykończenie. To juz moja naprawdę subiektywna ocena, albowiem jestem dożywotnią fanką matu, toteż  błysk  kreski, niczym psie... no, jest dla mnie nie do przyjęcia. 
Doprawdy, nie wiem co miałam w tej główce podczas kupowania tego małego koszmarku. Nie polecam, a jak.


Na markę Decleor miałam ochotę od długiego, długiego czasu. Jednak, z braku konkretnego zapotrzebowania, zaczęłam przeglądać ciekawsze oferty i recenzje kolejnych produktów. Ostatecznie wybralam maseczkę do twarzy. Blyskawiczna [3 minuty], rozjasniajaca. Brzmi, nieźle, prawda? W teorii, niestety... w praktyce niczego, prócz względnego nawilżenia nie odnotowalam. Zazwyczaj trzymałam ją zdecydowanie dłużej co negatywnego wplywu na cerę nie miało. Pozytywnego tez. Kompletnie bez różnicy. Podsumowyjac jednak, cena, jaką wolą producent za nawilżający kosmetyk na poziomie poprawnym jest o wiele, wiele za wysoka. Podobny efekt mozna osiągnąć randomowa jednorazowka, naprawdę. Zapach przypadl mi do gustu, ale to zdecydowanie za mało, bym miala ponowic zakup, prawda?

Aktualnie w moich szeregach pojawilo się sporo nowości, niemal wszystko zakupione po raz pierwszy. Po przeprowadzce z Pl rynek kosmetyczny wyszedl mi na przeciw z wieloma ciekawymi pozycjami; czasem sama się w tym wszystkim gubię i ciężko wybrać tylko jedną rzecz. ;)
Najgorsze byly początki , wszystko nieznane, świeże, a przecież miałam tych polskich ulubieńców!
Skoro o nich mowa, pragnę podziękować Mamie za zrealizowanie małej wishlisty.
Te mamy to jednak są niezastąpione: *

A na koniec, standardowo, moj instagram. Enjoy!

niedziela, 26 kwietnia 2015

Nowe produkty w pielęgnacji.

Całkiem niedawno zaopatrzyłam się w kilka nowości, tym samym uzupełniając zużycia. Żadnego z przedstawionych kosmetyków nie miałam, co wiecej, w dwóch przypadkach będzie to mój pierwszy raz z marką w ogóle.
Pierwszy produkt to lotion od Lusha. Wyprobowany, na razie jestem nieco sceptyczna i utwierdzam sie w przekonaniu, że konsystencja mleczka nie jest dla mnie. Na szczęście firma oferuje mniejsze pojemności, taką też posiadam; ja stosuję preparat nieco inaczej, niż sugeruje producent - jak swego rodzaju krem do oczyszczania twarzy. Nakładam opuszkami i zmywam.
Kolejno; delikatny exfoliator do twarzy Living nature, na bazie kwasów AHA.
Przekonał mnie całkiem naturalny skład z mnóstwem wyciągów oraz dodatkiem miodu manuka i kilka pozytywnych recenzji na blogu. Na razie czeka na swoją kolej.
Ostatnia pozycja to pianka bez spłukiwania od Sampar. Zaciekawiła mnie ta forma kosmetyku.
Z piankami mam różne doświadczenia, jednak głównie pozytywne. Od lat jednak wiernie trwałym przy olejkach oczyszczających; czy to był udany skok w bok przekonam się niebawem.



A jakie są Wasze ulubione produkty do demakijażu? Lubicie sięgać po nowości czy wybieracie konsekwentnie te same kosmetyki?

Tradycyjnie, zapraszam na mojego ig.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Micele od l'oreal.

Niejednokrotnie wspominałam o jednym z moich ulubionych płynów micelarnych - skin perfection micellar water. Lepszym pod względem działania jest chyba tylko Bioderma sebium, która jednak pojawia się na mej półce raczej okazjonalnie; ze względów finansowych. 
Bez micelu nie wyobrażam sobie pielegnacji, jest moim pierwszym [wstępnym] etapem demakijażu. Przetestowalam wiele marek i do l'oreala wracam najczęściej.
Jakiś czas temu znalazłam w sklepowej ofercie wersję w żelu. Nie była to jednak moja pierwsza przygoda z tą formą kosmetyku; myślę, że większość ma za sobą przynajmniej jedną tubkę tego z biedronki produkowanego przez poczciwą tolpę.
Wracając jednak do bohaterow dzisiejszego posta; jedną krótką chwilę zastanawiałam się czy brać, bowiem żelowa formuła mnie nie uwiodła i pozostalam wierną fanką wód wszelakich. Ale ciekawość i zaufanie do l'reala wzięły górę.
I co, i co? Jest w porządku. Czy raczej staje na wysokosci zadania, dobry, wodoodporny eyeliner czy też tusz zmywa przy drugim podejsciu, kredkowego smołka usuwa niemal od razu. Nie mniej jednak, mimo w zasadzie samych plusów, i tym razem ta forma nie przekonala mnie do siebie, dalej będę wybierać te płynne. Ale ciekawość zaspokoiłam, a co!

Poza tym pragnę przypomnieć [zareklamować się!] o moim instagramie klikklikklik. Możecie być na bieżąco z moimi łupami, nie tylko kosmetycznymi ;)

czwartek, 26 marca 2015

Dwie odżywki z iHerb.

W ostatnim poście prezentowałam pomadki zakupione na iherb.com.
Oczywiście nie były jedynymi produktami, jakie wybrałam przy okazji zakupów na stronie.

Moje włosy do zbyt bujnych nie należą, czy raczej należeć przestały za sprawą problemów hormonalnych oraz wahań wagi. Jako dziecko szczycilam się grubymi, gęstymi i mocnymi pasmami. Niestety, od kilku lat zostalo mi tylko wspomnienie tamtych czasów. Dlatego staram się zagęścić je w miarę możliwości, pracuję nad wzrostem baby hair, a na co dzień stylizuję je w taki sposób, by nabrały objętości.
W ostatnim aspekcie mają mi pomóc dwie odżywki, które wylądowały w moim koszyku.

Testy dopiero przede mną, ale świetnie recenzje przyczyniły się do sporych oczekiwań. Jasne, to 'tylko' odżywki, jednak mam nadzieję, że po ich uzyciu wlosy będą sypkie, nabiorą lekkości bez przesuszenia. Ponad to fajne składy, ekstrakty i wyciągi roślinne pobudzające mikro krążenie przynoszą nadzieję na przyrost bh. 

To nie jedyne nowości, ostatnio nieco rozpieszczam moje włosy. Nie wyobrażam sobie życia bez pudrow do włosów; dlugo nosilam się z zamiarem zakupu tego od Bumble&Bumble, ostatecznie decydując na wypróbowanie. Na tle innych tego typu produktow wypada drogo, fakt, ale i pojemność jest kilka, kilkunastokrotnie większa.

Nie mam jednak wyrobionej opinii o tym produkcie, bowiem sięgnęłam po niego dopiero dwa razy, ale mogę stwierdzić, iż strukturę ma zupełnie różną od znanych mi dotąd preparatów, nie utrwala też jak inne pudry. Z tego powodu nie jestem pewna czy Bb trafi w moje oczekiwania...
Nie mniej jednak dopiero się z kosmetykiem zapoznaje i uczę używać.




Na koniec nieco prywaty - z dniem wczorajszym
spełniłam swoje długoletnie marzenie (:
Tak bardzo dla mnie; w najblizszym czasie 
planuję malutką rozbudowę, co przyniesie
przyszłość, któż to wie.

środa, 18 marca 2015

Sierra Bees - moje przemyślenia.

Żyję [niespodzianka!]. Pewnie większość spisała bloga na straty, przekonana, iż nie pojawi się tu już żaden post. Prawda jest taka, że mimo wszystko nie chciałabym i nie zamierzam się z tym miejscem rozstawać. Co więcej, gdybym jednak miała ten mój osobisty kawałek blogosfery porzucić, wyjaśnilabym w notce, wystukujac stosowne pożegnanie. Tak wiec przybywam z czeluści z nowym wpisem. Zanim jednak przejdę do rzeczy, po krótce opiszę ostatnie miesiące oraz nieco sie wyspowiadam.
Cóż, wiele sie w moim życiu dzieje, wiele zmieniło i wciąż zmienia. Masa planow, postanowień oraz obowiązków i problemow doroslego życia. Od dluzszego czasu nie pamiętam co to nuda. Żyję głównie pracą, niestety, jeszcze niedawno wyczekiwana choć jednego dnia wolnego by w efekcie móc sie słodko opierdzielac - nie mialam ani siły ani ochoty na nic kreatywnego. Jednak zwolniłam, nadmiar pracy odszedł w zapomnienie a ja postanowilam popracowac nad sobą i realizacją swojego jestestwa. Czyny nie plany - pod tym hasłem żyję ostatnimi czasy. I jestem zadowolona, idzie mi konkretnie.
Co do odwyku blogowego; miesiące pracy po 10-12h na dobe skutecznie mnie okradały, męczyły, zabijając ochotę na cokolwiek. Brak czasu i weny odciagnely choćby od pisania na blogu. Potem, abym nie narzekała na brak atrakcji, padł dysk w moim laptopie, co za tym idzie straciłam sporo materiałów na posty. 
Ale serio, brakowało mi tego miejsca i od jakiegos czasu nosiłam się z zamiarem powrotu. Więc oto jestem, z nową notką przybyłam. 


Mieszkając w Polsce wielokrotnie wzdychałam przed monitorem, węrtując oferty iherb. Niestety, z braku karty debetowej/kredytowej byly to tylko nieosiągalne marzenia. Czasem poratowalam sie zamówieniami zbiorowymi na wizażu, ale jak to w życiu bywa, ograniczenia narzucone okrajały listę życzeń. A była nieskromna. Jednak po przeprowadzce zostalam szczęśliwą posiadaczką osobistego egzemplarza. No kto by pomyślał; kawałek plastiku a tyle radosci! 
Po dość długim oczekiwaniu na uzupełnienie zapasu odżywek Giovanni poczynilam samodzielne zamówienie. W koszyku znalazło się kilka kosmetycznych ciekawostek, w tym także i bohaterowie dzisiejszego posta.

O pomadkach Sierra Bees przeczytałam wiele zachwytów, wysokie noty na kilku stronach zaciekawiły, a niska cena była ostatecznym argumentem, który przekonał mnie do zakupu. Trzech sztuk, jak widać : D 
Po całkowicie nieudanym romansie z Neutrogena moje oczekiwania były niemałe a usta wysuszone. W momentach wybudzenia ratowała mnie maść z witaminą a, jednak systematyczność wolała o pomstę do nieba. Nowki sztuki miały więc niełatwe zadanie. 
Ja wybralam następujące warianty 


Miód, granat oraz mięta. 
Początkowo moje usta były tak suche, że nie odczułam większej poprawy, jednak z kolejnymi dniami zdalam sobie sprawę, jak pomadki te pomagają mi zregenerować naskórek. 
Oczywiście, na dzień dzisiejszy zakup uważam za udany i dołączam do grona fanek tych niepozornych mazidel.
Aktualnie sięgam naprzemiennie po wersję z granatem i miodem, natomiast miętę zostawiłam na cieplejszą porę roku.
Sądzę, że przy kolejnych iherbowych grzesznych zdecyduję się na kolejne warianty - a jest w czym wybierać.


Na koniec jeszcze się zareklamuje i oznajmie, że i ja dołączyłam do insta społeczności. Zapraszam (:
KLIK